Gramy o równość

 

Serious games można wykorzystać nie tylko w środowisku profesjonalnym, ale i w innych dziedzinach życia. Grywalizacja może mieć przełożenie na stosunki społeczne, co udowodnili twórcy aplikacji MICASA, wspierającej równy podział obowiązków domowych. Projekt, którego owocem jest MICASA, zainicjowany został przez Instytut Spraw Publicznych oraz agencję Performante, we współpracy z Ambasadą Szwecji.Genialną w swej prostocie grę mam przyjemność od kilku tygodni testować we własnym domu.

Czemu MICASA?

Dlaczego zdecydowaliśmy się zagrać w MICASĘ? Przede wszystkim wydała nam się ciekawą, nowatorską inicjatywą, wspierającą równość między partnerami. Po drugie mamy zupełnie inne priorytety jeśli chodzi o kwestie związane z prowadzeniem domu, co prowadzi niekiedy do wzajemnych pretensji i niezrozumienia. Kiedy Ola pokazała mi MICASĘ pomyślałem, że to świetny sposób żeby udowodnić, że poświęcam na domowe prace nie mniej czasu niz Ona – czy się udało? – o tym później. Pojawił się w każdym razie element rywalizacji, który spowodował, że mieszkanie jest chyba czystsze niż było przed epoką MICASY.

Gramy!

Micasa jest aplikacją na smartfony, w której należy połączyć swoje konto z kontem partnera/partnerki. Każda z wykonywanych w domu czynności służących wspólnemu dobru jest odpowiednio punktowana. Czynności można modyfikować, zmieniać punktację, wprowadzać własne i przyporządkować im odpowiednią liczbę punktów.
Już samo ustalanie zasad gry, wymyślanie czynności, które każde z partnerów uważa za pożyteczne dla domu i ich punktowanie daje ciekawy obraz wzajemnego postrzegania domowych obowiazków. Uświadomienie sobie dzielącej nas różnicy dało mi sporo do myślenia.
Zapewniam, że nie rozważałem dotychczas doniosłości zmywania, wartości wyrzucania śmieci. Nie wyceniałem odkurzania, nie zastanawiałem sie nad punktacją mycia podłogi itp. Warto się nad tym pochylić żeby uświadomić sobie, że tak z pozoru nieistotne sprawy wpływaja na równość relacji między partnerami.

Why so serious?

Po kilku tygodniach rozgrywki idziemy łeb w łeb… no dobra, nieznacznie przegrywam ale w każdym razie wyniki są wyrównane. Można więc uznać grę w MICASĘ za coś w rodzaju diagnozy. Za banalnym podziałem obowiązków stoją przecież poważne sprawy. W codziennym pośpiechu łatwo zapomnieć o rudymentach takich jak wzajemny szacunek, równość, partnerstwo. Odważysz się sprawdzić jak jest z tymi sprawami u Was? Nie chodzi o śmiertelnie poważny stosunek do wyników, tylko o refleksję.
Rozgrywka pomogła nam zwrócić uwagę na rzeczy, które dotychczas umykały naszej uwadze, ale dała też sporo radości. Warto było zagrać dla samego widoku miny naszego dwunastoletniego syna, kiedy uświadomił sobie, że jego starzy rywalizują zmywając i odkurzając – własnie tak musiał się czuć Adrian Mole obserwując poczynania swoich rodziców. Rozgrywka nie wpłynęła w widoczny sposób na naszą relację. Cóż, startowaliśmy z pułapu partnerskiego, dobrego związku.
Wyobrażam sobie jednak, że są pary, którym Micasa może przynieść więcej szkody niz pożytku. Nie będzie to na pewno narzędzie do walki z patriarchalnym modelem rodziny. Nie naprawi popsutych relacji. Obawiam się, że ambicjonalne podejście do wyników gry może raczej generować konflikty niż pomagać.

 

Bez szans na zmiany?

Niedawno poseł Marek Jakubiak, komentując równościową opinię Komisji Europejskiej, przywołał wyświechtany bon mot o feminiźmie, który rzekomo kończy się gdy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro. Pomijając oczywisty absurd tego stwierdzenia – spróbuj bowiem pośle Jakubiaku samodzielnie wnieść lodówkę na czwarte pietro – mam obawy, że wyżej wymieniony osobnik jest wyrazicielem vox populi. MICASA nie zmieni tego stanu rzeczy ale jest krokiem w dobrym kierunku. Polecam!

KK

Tematem tego bloga jest „poważne” zastosowanie gier. Interesuje mnie kontekst biznesowy i społeczny. Serdecznie zachęcam do dzielenia się swoimi przemyśleniami.

Gramy o równość
Oceń artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *